Jest tyle miejsc, gdzie nas nie było
contentmap_module
Znajdź na mapie interesujące miejsca.
Schronisko Śnieżnik

Odległość, jaka dzieli nas od Śnieżnika to około 170 km. Mamy jeden dzień do zagospodarowania. Nie będzie żadnych noclegów – tylko trasa. Na szczycie leży pokrywa śnieżna. W końcu jest zima. Za oknem jednak nic na to nie wskazuje. Koniec lutego a wokół kwitną krzewy. Nie wiemy jakie drogi będą w górach, w związku z czym na dojazd zaplanowaliśmy około 2,5 – 3 godz.


Start wycieczki odbył się o niemiłosiernej porze – trzeciej nad ranem. Przecież to niedaleko. Może i tak ale najtwardsi zawodnicy planują jeszcze dziś wieczorem pójść do pracy (na 22.00). Plan zatem przewiduje, że około 18-tej mamy być ponownie w domu. Liczymy szybko 2x3 godz na przejazd + 8 godzin na miejscu. Po odjęciu od osiemnastej nie chce być inaczej. O czwartej musimy być w trasie. Wcześniej oczywiście trzeba pozbierać całą ekipę z bagażami. Udało się. Wszyscy byli zdyscyplinowani. Plecaki lokujemy wewnątrz samochodu. Honorowe miejsce w bagażniku zajmuje Midas. Bez niego wyprawa nie mogłaby się odbyć.

Droga minęła bez niespodzianek. Śnieg na poboczach pojawił się dopiero na ostatnich kilometrach. Gdy dotarliśmy do Kamienicy, było jeszcze całkowicie ciemno. W pobliskiej zagrodzie ujadał pies . Pewnie wyczuł naszą obecność. Przygotowania do wyjścia wymagały użycia latarek. W tym czasie Midas spenetrował i oznaczył teren. 20 min później ruszamy w trasę. Zaczyna świtać.

 

szlaki na śnieżnik

 

Śnieg na niebieskim szlaku towarzyszy nam od pierwszych metrów. Początkowo był grząski i uciekał spod stóp. Dodatkowo wyrzeźbione kołami głębokie koleiny znakomicie utrudniały poruszanie. Na szczęście na pierwszym rozstaju koleiny uciekają w prawo, my zaś udajemy się w lewą stronę za niebieskimi znakami. Po prawej stronie pojawia się obficie wypełniony sianem paśnik. Midas biega we wszystkich kierunkach z nosem przy ziemi. Czuje zapachy bywającej tu zwierzyny.

Trasa wije się powoli, omijając wzgórza szeroką ścieżką rowerową. Docieramy do drewnianego, zadaszonego schronu dla turystów. Czas na krótką przerwę. Podczas postoju szybko robi się chłodno. Wyciągamy z plecaków dodatkowe okrycia i raczymy się herbatą. Na stole ląduje też jadło. Midas ochoczo spogląda w stronę każdego, kto trzyma coś do jedzenia, rusza ustami lub tylko szeleści. Sprzątamy po sobie i zbieramy się do wyjścia.

Midas - szlak na ŚnieżnikTuż za schronem szlak odchodzi od rowerowej ścieżki, skręca w prawo i zaczyna ostro piąć się pod górę. Na śniegu widać wydeptane ślady zaledwie kilku osób. Ścieżka jest głęboko wcięta poniżej poziomu terenu. Po deszczach prawdopodobnie płynie tędy rwący potok. Teraz podłoże jest stabilne, pozostaje tylko pokonanie wysokości. Czynimy to z niemałym wysiłkiem. Zasadniczo, poza tym fragmentem niebieski szlak z Kamienicy na halę pod Śnieżnikiem jest łagodny i nie stwarza większych trudności. Jest co prawda dość długi, zdecydowanie dłuższy od czerwonego szlaku z Międzygórza. Jest to jednak ciekawa alternatywa ze względu na niewielki ruch turystyczny. Najbardziej oblegane trasy to szlaki z Międzygórza i Kletna. Tymczasem Midas grzecznie kroczy wydeptanym śladem. Stara się nawet nie wyprzedzać. Już się zorientował, że bieganie po nieubitym śniegu kosztuje go dużo więcej energii. W pewnym momencie stromizna łagodnieje i las mocno się przerzedza.

Choinki - szlak na ŚnieżnikWychodzimy z gęstwiny i wita nas piękny zimowy krajobraz. Ze wszystkich stron widać choiny uginające się pod pokrywą śnieżną. Wszystko jest pokryte siwym szronem o przepięknych formach ukształtowanych mrozem i wiatrem. Widok zapiera dech w piersiach. Podczas ostatnich, raczej kiepskich zim, odzwyczailiśmy się od widoku przyrody pokrytej śnieżnym kobiercem. Chyba nam tego brakowało.

sople na szlaku na śnieżnikNa wysokości około 1200 m n.p.m. szlak przybiera bardziej poziomy charakter. Masyw szczytowy rozciąga się stromo po lewej stronie szlaku. Raz po raz pojawiają się tu ślady zjeżdżających narciarzy skiturowych, którzy wracają ze szczytu przez las. Obchodzimy go łagodnie, szerokim łukiem z prawej strony. Woda ze źródeł formuje na kamieniach pokrywy lodowe.

Śnieg jest mokry. Przechodząc blisko zbocza zrzucamy stopami kawałki śniegu, które staczając się przybierają na rozmiarze (efekt śnieżnej kuli) i zostawiają charakterystyczny ślad na gładkiej powierzchni śniegu. Midas przygląda się z zainteresowaniem i czasem biega za toczącymi się kulkami. Pewnie wydaje mu się , że coś ucieka i trzeba to gonić.

rakiety śnieżne z gałęziPrzy szlaku znajdujemy zmyślnie skonstruowane z gałęzi świerkowych rakiety śnieżne oraz cztery świerkowe kije do podpierania. Komplet pozostawiony przez grupę żołnieży z ochrony pogranicza, która trenowała techniki radzenia sobie w warunkach zimowych. Później zobaczymy jeszcze kilka jam wykopanych w śniegu. To prawdopodobnie również efekt zajęć treningowych. Umundurowaną ekipę spotykamy w schronisku na hali pod Śnieżnikiem, które chwilę później wyłania się przed nami. O tej porze jeszcze we mgle.

Schronisko na śnieżniku

Jest 9.30. Wewnątrz schronisko dopiero się budzi. Część turystów już śniada. Pozostali krzątają się jeszcze po pokojach. Żołnierze zbierają sie przez pół godziny. Chyba poprzedniego dnia musiała być impreza. Wchodzimy z Midasem do pomieszczenia przy jadalni. Z okien musi być piękny widok podczas pogody. Zrzucamy balast i wypijamy po piwku. Do turystycznej michy ląduje karma dla zwierza. Znika w mgnieniu oka.

Nasyceni, oddajemy się błogiemu odpoczynkowi. Po drugiej stronie sali pojawia się kolejny turysta z psem rasy Husky. Psiaki nie reagują na siebie. Dopiero przy wyjściu było nieco warczenia. Zaczyna sie robić tłoczno. Niedobitki wypełzły ze śpiworów. Czas się zbierać. Za oknami wyraźnie poprawia się pogoda. Mamy fart - będzie słońce. Prognozy nie były aż tak łaskawe. Na zewnątrz spotyka nas idealna przejrzystość.

Słońce przygrzewało i z zapałem wystartowaliśmy na szlak. Po dwustu metrach zorientowaliśmy się, że huraoptymizm pognał nas w stronę przełęczy puchacza, co nie było naszym zamiarem. Wracamy pod budynek schroniska by skorygować trasę. Na szczyt mamy jeszcze około 40 min. marszu. Widoki zapierają dech w piersiach. Śnieg skrzy się w promieniach słońca. Wyciągamy okulary bo zaczynają boleć oczy. Robi się okrutnie gorąco. Gdyby nie brak czasu pewnie wyłożylibyśmy się by zaczerpnąć kąpieli słonecznych.

 

Na szczycie pojawia się lekki wiatr i robi się chłodno. Kopuła szczytowa w warunkach zimowych robi wrażenie płaskowyżu. Jest płasko. Wszędzie, gdzie sięgnąć okiem jest biało. Wszystko jest pokryte szronem. Jedyne kształty, które wystają z podłoża to słupki graniczne i tyczki oznaczające szlak. Ani jedne ani drugie, skute lodem nie zachowują swojej oryginalnej formy. W drodze powrotnej częściowo idziemy szlakiem, częściowo na przełaj. Zielony szlak jest drogą letnią i w większości nie widać oznakowania. Bardzo żałujemy, że nie mamy nart. Pokrywa śnieżna aż się prosi by z niej skorzystać. Drzewa rosną daleko od siebie. Nachylenie stoku jest przyjazne. Tyle że narty zostały w domu. W górnej partii robimy skrót, za śladami narciarza. Schodzimy powoli w kierunku samochodu.

Spotykamy grupę rekonstrukcyjną narciarzy z Czech. Wyglądają jakby zgubili się sto lat temu. Pewnie błąkają się tu po dzień dzisiejszy. Mają stylizowane stroje i sprzęt. Wyraźnie idą na biesiadę narciarską. W plecakach pewnie mają drwa i kiełbachę. Wyprawa zakończy się jak nic przy ognisku. Jeśli są twardzi, to po imprezie, być może jutro, zjadą na tym sprzęcie. Wierzę, że tak będzie.

Żegnamy się z Czechami i wchodzimy na stromy i nieprzyjemny odcinek zielonego szlaku. Nikomu z nas jednak nie chce się zakładać raków, choć wiemy, że byłoby lepiej mieć je na nogach. pięćset metrów dalej stromizna odpuszcza. Wchodzimy na żółty szlak, który prowadzi nas wzdłuż strumienia do samochodu. Już w samej Kamienicy przysiadamy jeszcze na postoju dla turystów. Opróżniamy termosy. Midas pomaga przewietrzyć pojemniki z jadłem. Pakujemy się do samochodu i jedziemy jeszcze do Kletna zwiedzić kopalnię uranu. I stąd startujemy do domu. Docieramy bezpiecznie i zgodnie z planem.

 

Długość trasy: 17 km

Stopień trudności: umiarkowany

Pobierz trasę

contentmap_plugin