Jest tyle miejsc, gdzie nas nie było
contentmap_module
Znajdź na mapie interesujące miejsca.

Częstym widokiem wśród pól i w małych miejscowościach województwa opolskiego są kamienne i murowane krzyże - kapliczki, które mają swoją opisaną lub ukrytą historię. Dobrze, jak trafi się napis na krzyżu, po którym można wywnioskować w jakiej intencji, lub na pamiątkę jakiego zdarzenia był postawiony. Wiele z nich jest jednak bezimiennych, najczęściej z powodu zatarcia lub skucia napisu i tylko pamięć ludzka, kroniki kościelne, lub ustne przekazy zachowują ich historię.

Będąc na rowerowym szlaku w sąsiedztwie Krapkowic, spotkaliśmy trzy takie krzyże, z których jeden pełni rolę pomnika, teraz powiedzielibyśmy samorządowca, wielce zasłużonego dla Krapkowic, drugi, bezimienny, o tyle ciekawy, że w swojej formie zawiera znaki dwóch religii, a trzeci owiany jest legendą z czasów 2 wojny światowej. Podróżując wzdłuż drogi krajowej nr 45, od strony Kędzierzyna –Koźla docieramy do Straduni, wsi położonej na lewym brzegu Odry i rzeką o tej samej nazwie. Przy kościele skręcamy w drogę wiodącą w kierunku wsi Walce. Tu za wsią, nieopodal słupa linii energetycznej stoi krzyż którego historia przypomina starą, ludową prawdę, że z wiarą lepiej nie zaczynać. Opowieść o tym krzyżu przytaczamy za stroną www.stradunia.pl.

Krzyż w Straduni"Historia owego krzyża rozpoczyna się prawdopodobnie na początku XIX wieku. Przez ziemie należące do wsi Stradunia przebiegał szlak kupiecki prowadzący z Głogówka do Zdzieszowic. Szlakiem tym wędrowali bogaci kupcy z drogocennymi towarami. W miejscu gdzie dziś stoi krzyż zorganizowana została zasadzka żądnych pieniędzy rabusiów. Gdy czekali w określonym czasie na bogatego kupca znalazł się tam przypadkiem pewien ksiądz. Rabusie wzięli go za tego na którego czekają i zamordowali. Ksiądz stracił życie, a na wieś na której polu to się wydarzyło spadła klątwa. W wierzeniach ludowych bowiem istnieje przekonanie, że za taki czyn wieś musi odpokutować – ze Straduni nigdy nie wyjdzie ksiądz; nie będzie stąd powołania ! Brednie? Prawda? Kto to wie?

Dla upamiętnienia tamtego tragicznego wydarzenia i przebłagania Boga, w 1909 roku, właścicielka pola Mariana Seltmann, wystawiła ufundowany przez siebie krzyż. Na nim kazała wyryć słowa: „Wykonało się. Ojcze w ręce Twoje polecam ducha mego”, z tyłu krzyża widnieje napis: „Fundowany Mariana Seltman”. W 14 lat później, w 1923 roku ziemia na której stoi krzyż należała do rodz. Fleiszer (Fleischer). W tymże roku, kilka lat po swoim ślubie, pole (wraz z krzyżem) mieli zamiar kupić Józefa i Jan Steuer. Do tej pory był to jeden kawałek gruntu ciągnący się od Straduni aż do polnej drogi prowadzącej do Brożca. Pole to podzielono jednak na dwie części. Stało się tak z prozaicznej przyczyny: pieniędzy Steuerom starczyło tylko na taki areał ziemi, gdyż powiększając swoją posiadłość postanowili również podnieść swój prestiż społeczny i zafundować sobie mottorad. Pierwszy kawałek, od strony Straduni, zakupił Woszczyna, a drugi, wraz z krzyżem zakupili wspomniani Józefa i Jan Steuer. O krzyż bardzo dbali, w głębokim przekonaniu, że niesie on błogosławieństwo dla rodziny.

Gdy kończyła się II wojna światowa, wiosną 1945 roku przez ziemię straduńską przechodziły fronty wojenne. Ruskie wojska, idące na Zachód, grabiły straduńską ziemię z czego tylko się dało: od zegarków, biżuterii, po maszyny, nawet barki na Odrze. Mieli też zamiar zdemontować linię energetyczną biegnącą obok krzyża. Gdy przyszli do słupa znajdującego się tuż przy krzyżu jeden z sołdatów popatrzył na Pana Jezusa i chcąc pokazać swoją władzę strzelił z pistoletu w głowę Jezusa - pocisk przeszedł na wylot. Następnie zaczął wchodzić na słup, żeby zrzucić przewody i gdy już był prawie na górze zachwiał się i spadł na ziemię. Cały połamany zaczął krzyczeć z bólu. Stojący obok drugi żołnierz zastrzelił go... Widziała to właścicielka pola Józefa Steuer, gdyż pracowała wtedy tuż obok, i powiedziała: "skołrało go na miejscu".

Przy odnawianiu krzyża wciskano do przestrzelonej głowy watę, papier, nawet gips, lecz zawsze plomby wypadały odsłaniając uszkodzenie (ranę na głowie Jezusa). Przy ostatniej renowacji p. Roman Miczka pozostawił przestrzeloną głowę otwartą, jako ślad historii i przestrogę dla potomnych /…/.

Zatrzymaj się przy krzyżu. „W nim cierpienie, zbawienie i ... Miłości..." Pierwsza klątwa jak na razie, również się spełnia.

Kapliczka grocholubZ pod krzyża kierujemy się dalej w stronę wsi Grocholub. Tam, przy skrzyżowaniu dróg stoi krzyż ufundowany w 1936 roku, dla upamiętnienia urodzonego tu wieloletniego burmistrza Krapkowic, Adolfa Barona. W ciągu 34 lat jego urzędowania, Krapkowice zmieniły się z małego zapuszczonego miasteczka, w prężny ośrodek przemysłu, a samo miasto, w nowoczesny organizm miejski, z bitymi drogami, portem, zakładami przemysłowymi, elektrycznym oświetleniem i pierwszymi telefonami. Za jego sprawą powstał w mieście szpital i ważny urząd katastralny, zbudowano kanalizację i wodociągi. Adolf Baron był prawnikiem, przed objęciem urzędu burmistrza, pracował jako referendarz sądowy policji we Wrocławiu.

Spod krzyża, drogą wiodącą koło kapliczki dzwonnej i pomnika poległych mieszkańców wsi w wojnach światowych, kierujemy się w stronę Brożca a stamtąd do Żużeli.

Kapliczka ŻużelaTam, przy remizie OSP i starej szkole stoi krzyż, pochodzący z 1888 roku, na którym, obok figurki Matki Boskiej widzimy gwiazdę Dawida, symbol judaizmu. Niestety, ani w opracowaniu dotyczącym kapliczek i krzyży przydrożnych w parafii Brożec, ani w innych źródłach nie ma opisu tego krzyża. O wszystkich innych jest jakiś opis, o tym cisza. Z opowiadań starych mieszkańców wsi, wynika że najprawdopodobniej w tym miejscu znaleziono zwłoki kogoś kto był wyznania mojżeszowego. Aby nie padło podejrzenie, że to mieszkańcy wsi byli sprawcami śmierci tego człowieka, ufundowano właśnie ten krzyż. Czy tak faktycznie było? Nie wiemy. Z pamięci ludzkiej zacierają się stare informacje, a ci co mogli by potwierdzić stary przekaz, pewnie już dawno nie żyją.

tekst i zdjęcia: SL , źródło www.stradunia.pl

{jcomments off}

contentmap_plugin