Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Love story !

Love Story

Relacje z wypraw

Słowenia podobnie jak Chorwacja żyje z turystyki. Jest mniej popularna. Za to, albo dzięki temu, jakość słoweńskich usług turystycznych jest na bardzo wysokim poziomie. Oferta dla wielbicieli kąpieli słonecznych nad Adriatykiem nie jest zbyt szeroka. Dzieje się tak za sprawą niewielkiego dostępu do morza (mniej niż 50 km linii brzegowej). Przy czym jest na tyle blisko do Chorwacji lub do Włoch, że można tam skoczyć nawet na rowerze. 

Tym razem jedziemy do Sławięcic lub bardziej przez Sławięcice. Po drodze zgarniamy resztę ekipy. Plan obejmuje trochę pedałowania i zakończenie przy grillu. Pogoda jest sprzyjająca, zatem łączymy przyjemne z przyjemnym. Iwonka jak zwykle zasuwa przodem, że nie można jej dogonić. Dokąd jej tak spieszno? 

Czesi są bardzo aktywnym sportowo narodem i z tego tytuły posiadają dobrze przygotowana infrastrukturę techniczną. Spotkamy tu wspaniałe ścieżki rowerowe, szlaki piesze i zimowe trasy biegowe. Tuż przy samej granicy. W pobliżu Głuchołaz znajdują się Rychlebskie ścieżki rowerowe. Wytyczone pośród lasów usiane są gęsto stawami pozostałymi po wyrobiskach kamienia. Jesto ciekawa propozycja na letnią wycieczkę rowerową. W gorącym okresie w kilku stawach jest możliwość korzystania z kąpieli. 

Kolejna trasa wiedzie ze Zdzieszowic przez Koźle port. Dalej wzdłuż koryta Odry do promu w Zdzieszowicach. Klasycznie już zbieramy ekipę po drodze. Tym razem Jadzia z Jarkiem czekają na nas. Trochę przeciągnęły nam się porządki domowe i zrobiło sie ciasno z czasem. Razem wyruszyliśmy przez tzw las kłodnicki i dalej w kierunku kozielskiego portu. Jarosław dowodził trasą w tym rejonie. Sprawiał wrażenie, że zna okolice. Zatoczyliśmy kilka okrążeń, zwiedzając przy tym okolicę. Niegdyś prężnie działający port straszy obecnie pozostałościami budowli przemysłowych.

W piątek przed południem, w biurze odebrałem telefon od Jadwigi. Dzwoniła z informacją, że kwatera jest OK. Są wolne miejsca. Mamy się pakować. Nastąpiła chwila zadumy. Olśniło mnie, że dzień wcześniej ekipa wyruszyła na Węgry i mieli się odezwać jak wyglądają sprawy. Właśnie rozpoczyna się długi weekend. O 13.30 jeszcze nie byliśmy gotowi z decyzją czy jedziemy, a przecież trzeba formalnie załatwić urlop na poniedziałek. Około czternastej była już decyzja o wyjeździe i urlopie. 

Weekend wg prognozy ma być raczej deszczowy. Zgodnie z przepowiednią padało całą noc z soboty na niedzielę. Poranek niedzielny dla odmiany również pod parasolem. Jednak około 9-tej zaczęło się przejaśniać. Nie bez wątpliwości, jednak ruszamy z domu. Najwyżej zmokniemy. Pies na widok pakowania oszalał z radości. Daleko jechać nie ma sensu. Padło na Biskupię Kopę mimo, że szlak znany na pamięć. Przeważyła stosunkowo niewielka odległość od domu i fakt, że Midas skorzysta ze strumienia.